loader

Category: Budujemy nasze biuro

12 Mar

Antracyt od stóp do głów. Montujemy elewację.

Wiecie, jak to jest z wybieraniem kolorów na budowie. Na próbniku wszystko wygląda super, w głowie masz idealną wizję, a potem przyjeżdża materiał i zaczynasz się zastanawiać, czy przypadkiem nie poniosła cię fantazja. Zdecydowaliśmy, że nasze biuro – podobnie jak wcześniej garaż – zrobimy całe w antracycie. Okna antracyt. Dach antracyt. Ściany… też antracyt.

Zanim jednak blacha trafiła na mury, musieliśmy przygotować bazę. Z zewnątrz na nasze płyty OSB poszły kantówki. To mega ważny etap, bo w ten sposób tworzymy tak zwaną poduszkę powietrzną. Budynek musi mieć czym oddychać, inaczej cała ta wilgoć zostałaby w środku, a tego przecież nikt nie chce. Taka wentylowana szczelina to po prostu budowlany must-have.

Kiedy ruszt był już gotowy, zaczęliśmy kłaść blachę na rąbek. Najpierw dach, potem przeszliśmy na ściany. I powiem Wam szczerze… w miarę jak znikały kolejne metry robocze, a budynek robił się coraz bardziej ciemny, moje wątpliwości ulatniały się razem z wiatrem.

Może dla niektórych to przesada. Może brakuje tu jakiegoś przełamania, kawałka drewna, jaśniejszego tynku. Ale stojąc dzisiaj przed tym naszym biurem, na koniec dnia, po prostu się uśmiechnąłem. Wygląda to totalnie kozacko. Ta jednolita, stalowa, ciemna bryła ma w sobie coś tak surowego i nowoczesnego, że w ogóle nie żałuję tej decyzji. Sprawdziło się przy garażu, sprawdza się i tutaj.

Mamy to. Biuro zyskało wreszcie swój ostateczny pancerz. Patrzy się na to z ogromną satysfakcją, zwłaszcza że jeszcze niedawno był to tylko goły, stalowy szkielet.

A jak tam Wasze gusta? Jesteście team “wszystko w jednym kolorze”, czy jednak wolelibyście dorzucić tu coś na przełamanie?

2 Mar

Dzień, w którym nasze biuro nagle urosło.

Znacie to uczucie, kiedy długo nad czymś pracujecie, widzicie same fundamenty albo szkielet konstrukcji i musicie mocno wysilać wyobraźnię, żeby zobaczyć efekt końcowy? Tak właśnie było z naszym biurem. Drewniane belki, prześwity, wiatr hulający między ścianami… Aż do dzisiaj!

W tym tygodniu weszliśmy z montażem płyt OSB do wewnątrz szkieletu. I słuchajcie – to jest jakiś kosmos. Niesamowite, jak zwykłe, surowe płyty potrafią oszukać (a raczej odblokować!) mózg. Z minuty na minutę, z każdą przykręconą płytą, zaczęliśmy łapać prawdziwe proporcje tego miejsca. Zrobiło się jakoś tak… przytulnie, a jednocześnie poczuliśmy, że mamy tu naprawdę mnóstwo przestrzeni. Aż chce się tam już wstawiać biurka! Wygląda to naprawdę świetnie i daje potężnego kopa do dalszego działania.

Żeby nie było za nudno, w trakcie naszego “płytowania” na horyzoncie pojawiła się ekipa z wodociągów. Przyjechali podpiąć kolejne biura do sieci wodnej. Fajnie się patrzy, jak cała nasza okolica ożywa i nabiera infrastrukturalnego sensu. Taki mały dowód na to, że nie tylko my ciśniemy z tematem.

Co teraz? Ten montaż OSB to nasz przedostatni wielki krok przed pracami instalatorskimi. Za moment będą ciągnąć się kilometry kabli, rurek i innych żył naszego biurowego organizmu.

Ogólnie rzecz biorąc – projekt idzie do przodu w super tempie. Jesteśmy zmęczeni, trochę cali w wiórach, ale mega szczęśliwi, bo wreszcie stojąc w środku, czujemy, że jesteśmy u siebie.

Trzymajcie kciuki za instalacje! A Wy jak tam – wolicie ten etap stawiania ścian, czy grzebania w kablach? Dajcie znać!