Wiecie, jak to jest z wybieraniem kolorów na budowie. Na próbniku wszystko wygląda super, w głowie masz idealną wizję, a potem przyjeżdża materiał i zaczynasz się zastanawiać, czy przypadkiem nie poniosła cię fantazja. Zdecydowaliśmy, że nasze biuro – podobnie jak wcześniej garaż – zrobimy całe w antracycie. Okna antracyt. Dach antracyt. Ściany… też antracyt.
Zanim jednak blacha trafiła na mury, musieliśmy przygotować bazę. Z zewnątrz na nasze płyty OSB poszły kantówki. To mega ważny etap, bo w ten sposób tworzymy tak zwaną poduszkę powietrzną. Budynek musi mieć czym oddychać, inaczej cała ta wilgoć zostałaby w środku, a tego przecież nikt nie chce. Taka wentylowana szczelina to po prostu budowlany must-have.
Kiedy ruszt był już gotowy, zaczęliśmy kłaść blachę na rąbek. Najpierw dach, potem przeszliśmy na ściany. I powiem Wam szczerze… w miarę jak znikały kolejne metry robocze, a budynek robił się coraz bardziej ciemny, moje wątpliwości ulatniały się razem z wiatrem.
Może dla niektórych to przesada. Może brakuje tu jakiegoś przełamania, kawałka drewna, jaśniejszego tynku. Ale stojąc dzisiaj przed tym naszym biurem, na koniec dnia, po prostu się uśmiechnąłem. Wygląda to totalnie kozacko. Ta jednolita, stalowa, ciemna bryła ma w sobie coś tak surowego i nowoczesnego, że w ogóle nie żałuję tej decyzji. Sprawdziło się przy garażu, sprawdza się i tutaj.
Mamy to. Biuro zyskało wreszcie swój ostateczny pancerz. Patrzy się na to z ogromną satysfakcją, zwłaszcza że jeszcze niedawno był to tylko goły, stalowy szkielet.
A jak tam Wasze gusta? Jesteście team “wszystko w jednym kolorze”, czy jednak wolelibyście dorzucić tu coś na przełamanie?







