Cześć!
Kolejny dzień, a termometr dalej nie odpuszcza. Poranek przywitał nas konkretnym mrozem, ale nie ma co narzekać. Na szczęście dobra odzież termoaktywna i szybkie tempo robią swoje – ruch to w końcu najlepsze ogrzewanie na budowie. 😉
Zaczynamy od dołu
Dzień wystartowaliśmy od “zabetonowania” tematu podłogi (oczywiście w przenośni, bo pracujemy na stali). Skręciliśmy konstrukcję podłogi już na stałe. To był kluczowy moment – musieliśmy idealnie wyrównać wymiary i sprawdzić przekątne. Jak na tym etapie ucieknie choćby centymetr, to później nic się nie zgra. Ale wyszło idealnie.
Ściany? Czysta formalność
Kiedy podłoga była gotowa, przeszliśmy do najciekawszego – łączenia modułów ścian z podłogą. I tu wchodzi magia dobrego planowania.
Pamiętacie, jak pisałem, że dzień wcześniej poskręcaliśmy części w gotowe moduły? To był strzał w dziesiątkę. Dzięki temu sam montaż na placu poszedł błyskawicznie. To była prosta, wręcz przyjemna robota – trochę jak składanie klocków dla dużych chłopców.
Precyzja przede wszystkim
Oczywiście szybkość to jedno, ale jakość musi się zgadzać. Wszystko starannie poskręcaliśmy, cały czas kontrolując wymiary, kąty i poziom. Nie ma miejsca na błędy.
Póki co – odpukać (w naszą stal 😉) – budowa idzie jak po sznurku, zero niespodzianek.
Łapcie kilka fotek z dzisiaj! 👇

