Znacie to uczucie, kiedy długo nad czymś pracujecie, widzicie same fundamenty albo szkielet konstrukcji i musicie mocno wysilać wyobraźnię, żeby zobaczyć efekt końcowy? Tak właśnie było z naszym biurem. Drewniane belki, prześwity, wiatr hulający między ścianami… Aż do dzisiaj!
W tym tygodniu weszliśmy z montażem płyt OSB do wewnątrz szkieletu. I słuchajcie – to jest jakiś kosmos. Niesamowite, jak zwykłe, surowe płyty potrafią oszukać (a raczej odblokować!) mózg. Z minuty na minutę, z każdą przykręconą płytą, zaczęliśmy łapać prawdziwe proporcje tego miejsca. Zrobiło się jakoś tak… przytulnie, a jednocześnie poczuliśmy, że mamy tu naprawdę mnóstwo przestrzeni. Aż chce się tam już wstawiać biurka! Wygląda to naprawdę świetnie i daje potężnego kopa do dalszego działania.
Żeby nie było za nudno, w trakcie naszego “płytowania” na horyzoncie pojawiła się ekipa z wodociągów. Przyjechali podpiąć kolejne biura do sieci wodnej. Fajnie się patrzy, jak cała nasza okolica ożywa i nabiera infrastrukturalnego sensu. Taki mały dowód na to, że nie tylko my ciśniemy z tematem.
Co teraz? Ten montaż OSB to nasz przedostatni wielki krok przed pracami instalatorskimi. Za moment będą ciągnąć się kilometry kabli, rurek i innych żył naszego biurowego organizmu.
Ogólnie rzecz biorąc – projekt idzie do przodu w super tempie. Jesteśmy zmęczeni, trochę cali w wiórach, ale mega szczęśliwi, bo wreszcie stojąc w środku, czujemy, że jesteśmy u siebie.
Trzymajcie kciuki za instalacje! A Wy jak tam – wolicie ten etap stawiania ścian, czy grzebania w kablach? Dajcie znać!

